Niedzielne spotkanie OPEC+ zakończyło się utrzymaniem listopadowych celów wydobycia bez zmian, ale to przestało być najważniejszą informacją dla rynku. Najnowsze dane pokazują, że fizyczne przepływy ropy z Bliskiego Wschodu odbudowały się mocniej, niż sugerował wcześniejszy obraz, a głównym ograniczeniem coraz częściej staje się logistyka.
Według danych Kpler przytoczonych przez Reuters regionalny eksport ropy przekraczał poziomy sprzed wojny w kilku dniach końca września. Jeszcze ważniejsze jest to, że 7-dniowa średnia przepływów przez samą Cieśninę Ormuz sięgała 26 września około 14,2 mln baryłek dziennie, czyli blisko 80% poziomów sprzed wojny.
Podaż wraca, ale logistyka nie nadąża
Odbudowa eksportu nie oznacza powrotu do normalnego rynku. Stawki za transport ropy z Bliskiego Wschodu do Azji na bardzo dużych tankowcach VLCC przekroczyły 1,2 mln USD dziennie. Dla porównania w styczniu wynosiły około 30 tys. USD dziennie.
W efekcie fracht, który wcześniej odpowiadał mniej więcej za 3% wartości dostarczonej baryłki, sięga obecnie około 27%. To tłumaczy, dlaczego Brent pozostaje wysoki mimo poprawy wolumenów: większa ilość surowca dociera na rynek, ale jego dostarczenie jest wyjątkowo drogie.
Arabia Saudyjska obniża ceny dla Azji
Saudi Aramco niespodziewanie obniżyło listopadowe oficjalne ceny sprzedaży ropy dla odbiorców w Azji do najniższych relatywnych poziomów od około sześciu lat. Rynek oczekiwał raczej podwyżek. Taki ruch można odczytywać jako próbę utrzymania konkurencyjności saudyjskiej ropy wobec rekordowych kosztów frachtu i zakłóconych tras dostaw.
Jednocześnie ceny dla północno-zachodniej Europy zostały podniesione, a dla Stanów Zjednoczonych pozostawione bez zmian. To pokazuje, jak mocno regionalne koszty transportu zaczęły wpływać na politykę cenową producentów.
Więcej statków oznacza większą ekspozycję na ataki
Odbicie przepływów zbiegło się ze wzrostem liczby incydentów wobec żeglugi. W rejonie Cieśniny Ormuz, Zatoki Omańskiej i Zatoki Adeńskiej raportowano serię ataków, a UK Maritime Trade Operations informowało o co najmniej jednym incydencie dziennie od 2 października.
Przy większym ruchu statków pojedynczy poważny atak może podnieść koszty ubezpieczenia i frachtu jeszcze bardziej albo skłonić część armatorów do ograniczenia rejsów. Dlatego poprawa podaży jest realna, ale pozostaje krucha.
Ormuz: polityczne „zamknięcie” nie oznacza zerowych przepływów
Iran nadal utrzymuje, że pełne ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz zależy od spełnienia siedmiu warunków wynikających z czerwcowego porozumienia z USA. Jednocześnie dane o żegludze pokazują, że znaczące wolumeny faktycznie przepływają przez cieśninę.
Dlatego status polityczny Ormuz i realne przepływy trzeba analizować oddzielnie. Nagłówek o blokadzie nie oznacza fizycznego zatrzymania całego eksportu.
Huti i Arabia Saudyjska nadal tworzą ryzyko dla infrastruktury
Huti twierdzą, że zaatakowali obiekty Saudi Aramco w Rijadzie i rejonie Khurais. Skala szkód nadal wymaga niezależnego potwierdzenia. Równolegle wspierany przez Arabię Saudyjską rząd Jemenu rozpoczął ofensywę przeciw Huti, co utrzymuje wysokie ryzyko wokół Bab el-Mandeb i Morza Czerwonego.
Co zmienia to dla inflacji i banków centralnych?
Lepsze dane o fizycznej podaży zmniejszają ryzyko skrajnego niedoboru ropy, ale nie oznaczają automatycznie szybkiego spadku cen energii. Rekordowe koszty transportu i ograniczenia rafineryjne mogą utrzymywać wysokie ceny paliw nawet wtedy, gdy więcej ropy opuszcza Bliski Wschód.
Dla Fed i ECB oznacza to bardziej skomplikowany kanał inflacyjny: szok podażowy słabnie, ale szok logistyczny nadal może utrzymywać ceny energii i transportu na podwyższonym poziomie.
Co obserwować dalej?
Najważniejsze są cztery punkty: trwałość przepływów przez Ormuz, stawki VLCC i koszty ubezpieczenia, liczba oraz skala ataków na statki, a także odbudowa zdolności rafineryjnych w regionie i Rosji. Dopiero normalizacja tych elementów pozwoli uznać, że kryzys energetyczny rzeczywiście wygasa.
Wniosek
Obraz rynku ropy zmienił się istotnie. Baryłek jest więcej i przez Ormuz przepływa znacznie więcej surowca niż kilka tygodni temu. Problemem staje się jednak to, ile kosztuje dostarczenie tej ropy, jak długo armatorzy będą akceptować rosnące ryzyko oraz czy system transportowy i rafineryjny wytrzyma większe wolumeny. Dlatego poprawa podaży nie musi od razu oznaczać taniej energii.